Rozdział 6

Obudziłam się na dworze, przy basenie ze strasznym bólem głowy. Ale co ja robię na zewnątrz? Przecież dobrze pamiętam jak siedzieliśmy przed telewizorem i jedliśmy żelki .. O mój Boże!ŻELKI. Co się wczoraj stało?  Co Zayn robi wtulony we mnie?  Co się tutaj dzieje?! Wyswobodziłam się z objęć mulata i weszłam do domu. Na podłodze przy telewizorze leżał Harry, a obok niego na sofie Louis. Postanowiłam ogarnąć w domu i poszukać przy okazji Liama i Nialla. Weszłam po cichu na górę i zapukałam do drzwi z pięknym napisem ” Niall Horan” Usłyszałam jego głos , więc weszłam bez wahania. Jednak zaraz potem bardzo tego pożałowałam. Siedział na sofie i przytulał czule jakąś blondynkę. W sumie,wiedziałam że tak będzie. Od początku to wiedziałam. Bo niby czemu taki ktoś jak Niall, miałby się zakochać w kimś takim jak ja? Jestem beznadziejna.

- przepraszam, chciałam tylko sprawdzić czy jesteś.. – wytłumaczyłam się i  wyszłam z pokoju. – Danielle to nie tak!- krzyknął za mną ale ja nie chciałam usłyszeć od niego ” to nie tak , Danielle, przecież my tylko leżymy, a to nie powinno Cię obchodzić, bo przecież jesteś nikim ” zniosłabym te słowa od każdego, ale od niego nie. Jestem pewna że nie. Postanowiłam ,że nie będę się zamartwiać. Zamiast płakać, zrobię coś pożytecznego i posprzątam oraz wymyję cioci cały dom. Karen  będzie wiedziała że może mi ufać, a ja oderwę się od tych przyjemnych ale nierealnych myśli o Niallu. Nałożyłam słuchawki na uszy i zaczęłam porządki. Zajęło mi to tylko półtora godziny ,więc postanowiłam zrobić chłopakom śniadanie. Ciekawe ile Niall je..przestań Danielle! Wyrzuć go z głowy. Od razu przypomniała mi się piosenka ,której jeszcze rok temu słuchałam nałogowo.

„So get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I don’t, I don’t, don’t know what it is
But I need that one thing
And you’ve got that one thing.”

 

Za nic nie mogę sobie przypomnieć , kto to śpiewał. Maroon 5? Nie na pewno nie. Bruno Mars? Serio pomyślałam że to śpiewał Bruno? Dobra Dani , zajmij się lepiej śniadaniem , o tym pomyślisz później. Tylko co ja mam im usmażyć/ugotować? No przecież wiem! Naleśniki! Zawsze byłam dobra w robieniu naleśników. Czemu od razu o tym nie pomyślałam? Wyciągam z lodówki składniki potrzebne do zrobienia naleśników z truskawkami i bitą śmietaną i po 30 minutach stawiam na stole już gotowe i ciepłe naleśniczki. Robię im zdjęcie i od razu chwalę się nimi na twitterze.

@DaniPayne : Pancakes with strawberry.  Delicious!

 

Idę obudzić chłopaków, a po drodze spotykam Nialla który żegna się z blondynką.

- Nie chcę wam przeszkadzać, chciałam tylko powiedzieć ,że jeśli jesteś głodny, to właśnie zrobiłam naleśniki. – powiedziałam nie patrząc na niego i ruszyłam szybko w stronę salonu. Po 15 minutach błagania chłopaków żeby przyszli na śniadanie ,  siedliśmy wszyscy do stołu. Liam przyprowadził  ” koleżankę” która miała na imię dokładnie tak samo jak ja, a do tego była tancerką , a ja bardzo lubię tancerki, więc odstąpiłam jej swoje miejsce i swojego naleśnika.

- jesteś pewna że nie zjesz ze mną kochanie? – spytał nie niespodziewanie Zayn. Kochanie? Jak to kochanie? – właśnie ,chłopaki. Chciałem wam coś ogłosić. Wiem że Dani jest tutaj dopiero 3 dni, ale wczoraj dużo rozmawialiśmy i oficjalnie jesteśmy razem – wyszczerzył się. CO?! CO?! CO?! CO?! CO?! Wszyscy oprócz Zayn’a skierowali swój wzrok na mnie. To jakiś żart? A jeśli naprawdę mu powiedziałam że go kocham?

- to super. Cieszymy się razem z wami. – powiedział Harold i wstał żeby mnie przytulić. – więc to prawda? – spytał nie zszokowany Liam. SAMA CHCIAŁABYM WIEDZIEĆ! Nie chciałam ranić Zayn’a . Ale nie chciałam też okłamywać Liama i chłopaków . Było mi tak strasznie wstyd.Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu? Jak mogłam się tak upić?

- tak, to prawda. – skłamałam  z udawanym szczęściem.

- wychodzę spotkać się z Perrie. Wrócę jutro. – powiedział Niall i wyszedł z domu , trzaskając drzwiami. Pewnie nie mógł znieść chwili bez niej, pewnie są bardzo zakochani.. Przecież nie miałaś o nim myśleć Dani! Nie myśl o Horanie! Nie myśl o nim!  ” Masz ” Zayn’a. Daj sobie z nim spokój. – wiesz co?! Tak cię kocham że mam ochotę to wykrzyczeć! – oznajmił radośnie Malik. W sumie to nie mogę powiedzieć że nic do Zayn’a nie czuję, był równie przystojny i chyba bardziej w moim typie. Myślę że mogłabym go pokochać, tak naprawdę.

Rozdział 5

Wstałam z łóżka , nie patrząc Horanowi w oczy. – Dani,poczekaj. – złapał mnie delikatnie za rękę.  - spokojnie Niall, nie będę się do ciebie zbliżać, wiem że cię to wkurza , ale naprawdę nie robię tego specjalnie, nie wiem jak mam cię jeszcze przeprosić za to co się  stało. – odpowiedziałam mu i szybko wyszłam z pokoju.  Nie miałam problemów z tym żeby dojść do salonu, bo już na schodach było słychać krzyczącego Liama.

- hej chłopcy. – powiedziałam najpiękniej jak potrafiłam. – oh, cześć. – odpowiedzieli  jednocześnie i rzucili się w moją stronę. – to co? Nowa dziewczyna Horana? – zaśmiał się Lou.  -  Loueh! Trochę kultury! Przepraszam za niego, ale czasami mu najłagodniej mówiąc odwala, prawda słońce? – odpowiedział miło loczek. Spojrzałam na nich pytająco.

- Harry! Nie mów tak do mnie bo ludzie będą myśleli że to prawda! – wydarł się Louis. – że co prawda? – zdziwił się.- to że jesteśmy gejami,idioto. – powiedział wkurzony i niemal wybiegł z pokoju.  Mój wzrok spoczął na Harrym. Miał łzy w oczach. – daj spokój Harry, nie przejmuj się nim. Dobrze wiesz że nie lubi kiedy ludzie nazywają go gejem. Przejdzie mu.  -pocieszał go Niall. Przyjrzałam się im uważniej. Harry siedział na fotelu a Nialler klęczał przy nim i głaskał go po plecach. Gapiłam się na niego dobre 10 minut, a potem zdałam sobie sprawę że Niall też się na mnie gapi i speszona odwróciłam wzrok.

 

- dobra mam już dość żelek na całe życie – powiedział Hazza. – w zupełności się z tobą zgadzam, nie tknę HARIBO już nigdy, przytyłam chyba z 15 kg.- odpowiedziałam klepiąc się po brzuchu. – daj spokój nadal jesteś chuda i nadal piękna – powiedział słodko mulat. Poczułam jak moje policzki oblewa rumieniec. – i w dodatku tak słodko się rumienisz – komplementował mnie dalej. Boże Zayn, proszę Cię skończ mi słodzić bo zaraz znowu zrobię z siebie idiotkę. – Zayn? Możemy pogadać? – zapytał nerwowo Irlandczyk. I w ten właśnie sposób zostałam sam na sam ze zboczonym Lou i marudzącym Harrym.

 

Rozdział 4

Pogładziłam ręką miejsce obok mnie. Tak jak przewidywałam, jest puste. Otwieram powoli oczy , ale od razu szybko je zamykam , oślepiona słońcem. Powoli schodzę z łóżka i zasłaniam zasłony, po czym kieruję się do kuchni. Otwieram szafkę w nadziei że znajdę w niej leki na ból głowy. – czego szukasz kochanie? – spytała mnie ciotka. – strasznie boli mnie głowa, masz może jakieś tabletki? – spytałam łapiąc się za głowę. – a może zamiast tabletek , wyjdziesz na chwilę na spacer? Liam albo któryś z chłopaków może Ci pokazać okolicę, to bardzo dobrze Ci zrobi, poczekaj pójdę po któregoś z nich – uśmiechnęła się i po chwili wróciła do mnie z Liamem. – może połączycie przyjemne z pożytecznym i pouczycie się trochę angielskiego? dobrze by było gdybyś już zaczęła się uczyć, a wiem że z tym łobuzem będzie Ci dużo lepiej niż ze mną. – pogłaskała swojego syna po głowie i znikła w salonie.

- to co? Wspólny spacer? – ucieszył się Li. W sumie ,to spacer nie był takim złym pomysłem. Zgodziłam się bez wahania. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy już całe 2 km od Wolverhampthon a ja nauczyłam się bardzo bardzo bardzo dużo nowych słów, w języku angielskim o których nie miałam pojęcia. – jak jest z tobą i Niallem? – zapytał mnie niespodziewanie Liam. –  a jak miałoby być? Przecież się nie znamy..a on wcale nie jest taki ładny – skłamałam. Chyba w to uwierzył bo nie zadawał mi już więcej pytań na jego temat. Do końca naszego spaceru dręczyły mnie wyrzuty sumienia,  nie chciałam okłamywać Liama, bo był naprawdę ważny, ale z drugiej strony, przecież Niall mi się wcale  tak nie podoba. Dobra, jestem straszną kłamczuchą. On mi się podoba bardziej niż aż tak. Ale zaraz, zaraz, zaraz,zaraz, zaraz! – Liam?! Skąd ty w ogóle wiesz że to coś jest pomiędzy mną i Niallem?. – bo ja.. ten, emm. O cześć Niall.- uśmiechnął się do blondyna. – Hello. – odpowiedział mu a ja ruszyłam przed siebie , niestety potem zobaczyłam jego przecudowny uśmiech.  Z wrażenia zakręciło mi się w głowie , po czym natychmiast się zatrzymałam ,kręcąc się na boki jakbym wypiła co najmniej 30 butelek taniego wina i prosząc Boga o to żebym tym razem się nie przewróciła. Ale i tym razem, ja , jak to ja, upadłam na podłogę i to nie byłby normalny dzień gdyby i tym razem Niall mnie nie złapał. Oh mój Boże,czemu ty mi to robisz?  Więc znowu trzymałam jego dłoń i znowu gapiłam mu się w oczy i tym razem wiedziałam dokładnie co mam mu powiedzieć, oł je! 2:0 dla Dani! – bardzo, bardzo cię przepraszam, to naprawdę już ostatni raz kiedy mnie łapiesz. Nie wiem czemu ciągle na ciebie wpadam i wiem że to już cię powoli wkurza ale nic na to nie poradzę , więc kiedy będziesz widział że upadam ,po prostu to olej. – powiedziałam szybko i wybiegłam po schodach do swojego pokoju. Od razu odpaliłam laptopa i zalogowałam się na TT. Sprawdzałam reakcje i  zastygłam w bezruchu.

 

@Real_Liam_Payne: look at this @DaniPayne.                                                     I don’t know who did this, but I will find out who he is.:) x

O matko! Liam, wiedz że zadarłeś z niewłaściwą osobą! Jak cię dostanę w swoje ręce to.. ktoś zapukał do drzwi.- please- powiedziałam szybko. – Hi, Danielle. Wiesz, pomyślałem że , może byś obejrzała film ze mną, to znaczy z chłopakami ?- powiedział blondyn. W sumie to nadal bardzo bolała mnie głowa, ale nie mogłam przepuścić tej doskonałej okazji do zemsty na moim kochanym Liamie.

Rozdział 3

Mimo tego że strasznie nie miałam ochoty na ponowne zrobienie z siebie idiotki , zeszłam na dół. Nie chcę żeby ciotka się o mnie martwiła. Muszę jej udowodnić że dam sobie radę. Poszukam dobrej pracy i nareszcie się usamodzielnię. Nie mogę pozwolić na to żeby ktoś z mojej „rodziny” wydawał na mnie pieniądze. Może kiedyś bym się z tym pogodziła ale nie teraz , nie po tym co mnie spotkało.  Mam 19 lat,może to mało , ale ja bardzo chcę się usamodzielnić, chcę pokazać rodzicom że dam radę.

- bardzo się cieszę że zeszłaś – uśmiechnęła się ciotka. – ja też ciociu. – daj spokój , przecież nie musisz mi mówić ciociu. Mów mi po prostu Karen – zaśmiała się. Usiadłam na miejscu obok Liama. Oprócz cioci , przy stole siedziało jeszcze sześciu mężczyzn w tym mąż Karen. Ciotka widząc moje zakłopotanie , przedstawiła mi szybko Harrego, Zayna, Nialla i Louisa , a obiad zjedliśmy w ciszy.  Przez cały czas próbowałam nie patrzeć się na chłopaka przed którym się rano zbłaźniłam, co było strasznie trudne. Ale w końcu udało mi się i mogłam udać się bezpiecznie na górę. Położyłam się zmęczona na łóżko i od razu zasnęłam.

 

- Louis , ciszej bo ją obudzisz! – wydarł się ktoś z brytyjskim akcentem ,a zanim zdążyłam podnieść głowę , mój pokój był już pusty.  Rozejrzałam się zdezorientowana. Wszystko było na swoim miejscu, więc co tu robił Louis? To nie jest w tej chwili ważne, ale zapytam później Liama, czy wie coś w tej sprawie. Odświeżyłam się i zeszłam na dół,cały czas się modląc żeby nie spotkać któregoś z chłopaków. Weszłam niepewnie do kuchni , trzykrotnie upewniając się czy nikogo w niej nie ma. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i ruszyłam z powrotem na górę. Ciekawe co ten blondyn sobie o mnie pomyślał? Może chciał .. nagle poczułam jak tracę równowagę i lecę na ziemię. Jednak i tym razem łapią mnie czyjeś silne ramiona. Odwracam głowę modląc się o to żebym zobaczyła Li, ale niestety , a może stety , znów napotykam błękitne oczy Nialla. Znowu trzymam go za rękę, znowu gapię się w jego oczy i ponownie pytam Boga, czemu właśnie ja?  - are you ok?* – spytał mnie, ale tym razem wiem co mam powiedzieć, spędziłam całe 30 minut na szybkim kursie języka angielskiego i wiem co powiedzieć, o tak! 1:0 dla Dani. –  yeah, i’m fine.Thank you so much, again.** – powiedziałam swoim niebiegłym angielskim. I zaczęłam zbierać ręką płatki które przed chwilą wylałam. – Can I help you?*** – zaproponował mi.  - no , no, really.**** – odpowiedziałam mu szybko ale on i tak zaczął zbierać płatki ze mną. Sięgałam właśnie po ostatniego płatka , gdy znowu napotkałam jego dłoń. Spojrzeliśmy sobie w oczy . – Sorry, but I must go.***** – powiedziałam szybko , wzięłam miskę i wróciłam do pokoju. Brawo Danielle, zawsze robisz sobie wiochę przed chłopakami którzy Ci się podobają. Jest dopiero 10 rano, jak mam wytrzymać tutaj do 22 sama? O Boże jestem dorosła ,a boję się wyjść sama z pokoju.  Siadam na łóżko załamana swoją sytuacją i pozwalam moim łzom spłynąć po policzku. Poddałam się. Od razu przypomniały mi się czasy kiedy przeżywałam swój pierwszy zawód miłosny i siedziałyśmy z mamą na łóżku objadając się ciastkami i oglądając  po raz 169 Titanica. – mamo, potrzebuję cię – powiedziałam cicho a łzy na moim policzku przyśpieszyły i zrobiło się ich więcej.  Zawsze łatwo się poddaję. Co z moją obietnicą? Przecież miałam być Polską.. nie miałam się poddawać a teraz? – Mogę wejść? -spytał mnie po polsku Liam. – jasne – odpowiedziałam ocierając łzy rękawem bluzy. Li spojrzał mi w oczy a potem po prostu mnie przytulił . Niby nic, ale to mi bardzo pomogło. Jego dotyk był taki uspokajający że zaczęłam zasypiać, kołysząc się w jego ramionach.

 

________________________________________________

* wszystko w porządku?

** tak, nic mi nie jest. Dziękuję bardzo, znowu.

*** mogę Ci pomóc?

**** nie , nie , naprawdę.

***** przepraszam ,ale muszę iść.

Rozdział 2

- wszystko w porządku?- spytał mnie najcudowniejszy głos na ziemi. Mogłabym tonąć w jego słodkich niebieskich tęczówkach. Nagle się otrząsnęłam. Przecież ja nie potrafię mówić po angielsku. Co ja teraz zrobię? Spokojnie,najważniejsze jest to żeby się teraz nie załamywać… ale co ja mam zrobić? Stoję tutaj , trzymam go za rękę i  gapie mu się w oczy a do tego nie wiem jak mam mu podziękować. Dalej Danielle ,przecież to łatwe. Matko, mam 19 lat, uczyłam się angielskiego 3 lata a nie wiem jak mam mu podziękować. Myśl, myśl, myśl.  - hej , Danielle? Wszystko okej?- z transu wybił mnie głos Liama. Wreszcie oderwałam się od jego oczu , wzięłam swoją walizkę po czym podziękowałam mu cicho i weszłam do domu. O mój Boże, dlaczego właśnie dzisiaj zrobiłam z siebie idiotkę? Dlaczego chociaż raz nie mogę po prostu normalnie się przywitać, porozmawiać?  Z twoim szczęściem daleko nie zajdziesz. Szłam holem pełnym drzwi z różnymi imionami , co było naprawdę dziwne. W końcu dotarłam do drzwi z wyrzeźbionym pięknie napisem ” Danielle Payne ” uchyliłam je i weszłam niepewnie do środka. Mój pokój był .. piękny. Tak, był zdecydowanie piękny. Usłyszałam pukanie do drzwi.  - please – powiedziałam chociaż nie miałam ochoty na rozmawianie z kimkolwiek. – cześć Danielko. Ja naprawdę nie chcę żebyś czuła się tutaj źle, popełniłam bardzo wielki błąd zrywając kontakt z tobą i twoją mamą, ale teraz chcę to naprawić – powiedziała po polsku. Dzięki Bogu że ciocia umie mówić po Polsku. – nic się nie stało ciociu, ja wcale nie czuję się tutaj źle.. ja po prostu .. ja nie potrafię mówić po angielsku. Umiem francuski, niemiecki, umiem wszystkie języki tylko nie angielski. To takie żenujące.. nie jestem na ciebie zła, ciociu. Każdy popełnia błędy, jesteśmy tylko ludźmi. – powiedziałam i poczułam jak moje policzki robią się czerwone. – haha, nauczyć się angielskiego to nie problem kochanie, Liam Ci pomoże. On doskonale mówi po polsku, sama go uczyłam – pochwaliła się . Za 10 minut będzie kolacja, proszę Cię, zejdź na dół , poznasz chłopaków , mojego męża, nie martw się o twój angielski, pomożemy Ci z Liamem – uśmiechnęła się słodko i wyszła z pokoju.

_______________________________________________________

 

Heloł. Buziak

Nie przedstawiłam się , więc zrobię to teraz . Mam na imię Klaudia i jestem Directioner od 8 miesięcy. Pisałam wcześniej bloga, ale był tak beznadziejny że aż wstyd mi o nim mówić :D  To mój ask : www.ask.fm/WhatMakeYouBeautiful w razie jakichkolwiek pytań . To do zobaczenia, love ya :)

Rozdział 1

Przez całe 4 godziny lotu , próbowałam się skupić na misiu który był przywieszony do torby, jakiegoś starszego pana, byle tylko nie myśleć o lądowaniu, którego tak bardzo się bałam. – tak Ci się ten mój miś podoba? – zaśmiał się staruszek. – tak, bardzo bardzo mi się podoba – odparłam miło. Pogrążona w rozmowie z nowo poznanym panem , nie zauważyłam kiedy wylądowaliśmy. Z ” transu” wyrwał mnie dopiero milutki głos stewardessy która poprosiła o opuszczenie samolotu.    - wiem że kobiet się o wiek nie pyta.. – zaczął pan Keith. – mam 19 lat, a  24 grudnia skończę 20. – uśmiechnęłam się. - uch urodziłaś się dokładnie w ten sam dzień co mój wnuczek- Louis. Dobry z niego chłopak. Myślę że powinniście się poznać. W razie gdyby co , mam do pani numer. – przytulił mnie na pożegnanie i nie czekając na odpowiedź  odszedł w kierunku ruchomych schodów. Pierwsza minuta w Londynie a mnie już spotkało coś dobrego,to chyba jakiś znak. Tak bardzo bolą mnie nogi, że ze zmęczenia zaraz chyba padnę. Z daleka dostrzegam wielki napis ” Danielle  Payne ” i chłopaka który go trzyma. Chłopak ma jakieś 19 lat, krótkie brązowe włosy , oczy tego samego koloru. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jego buty. Mam wrażenie że gdzieś je widziałam, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć gdzie. No trudno,może później mi się przypomni. – Danielle?- spytał swoim dziwnie znajomym głosem. – tak, to ja.- opowiedziałam swoją słabą angielszczyzną.  - Liam – powiedział miło i zabrał ode mnie walizkę.  Na moje szczęście o nic nie pytał. Do ” domu” dotarliśmy w jakieś 10 minut.  Na podeście stoi jakaś kobieta, która prawdopodobnie jest moją ciotką. Właściwie to jestem pewna że jest moją ciotką. Jest prawie identyczna co moja mama. Obie są bardzo piękne. Wysiadam z samochodu starając się zrobić dobre wrażenie, co mi kompletnie nie wychodzi bo potykam się o krawężnik, na szczęście ktoś zdążył złapać mnie zanim upadłam. Chwała mu. Odwracam się żeby zobaczyć komu zaraz będę dziękować, a to co widzę bardzo mile mnie zaskakuje.

~ Prolog.

Po raz ostatni stoję pod drzwiami mojego domu. Nie mogę uwierzyć że to wszystko się tak potoczyło. Moje cudowne życie, w jednej chwili runęło. Wszystko co miałam, momentalnie zniknęło. A wszystko stało się tydzień temu. Tydzień temu dokładnie o 2:33 wylatywaliśmy z San Diego. Wszystko szło idealnie. Lot był bardzo przyjemny. Do czasu. Ktoś w nas uderzył. Samolot spadł. A jedyną osobą która przeżyła jestem ja. Moja rodzina zginęła. Osoby których nie znałam. Wszyscy.  Zginęli na moich oczach. Słowa mojej mamy przed śmiercią jeszcze dzisiaj odbijają się echem w mojej głowie.
” Spełniaj swoje marzenia kochanie, nigdy się nie poddawaj. Wierzymy w Ciebie. ” A potem trzask. Samolot uderzył w ziemię a ja upadłam na podłogę. Leżałam ściśnięta pomiędzy bagażami i modliłam się. Błagałam. Miałam nadzieję że niedługo się obudzę, że to po prostu zły sen. Zacisnęłam mocno powieki i pogrążyłam się w śnie. Obudziłam się w nieznanym mi miejscu. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Nie mogłam wydobyć z siebie dźwięku.Zrezygnowana ponownie zamknęłam oczy.A potem usłyszałam głos.
- Panno Payne? Słyszy mnie pani? – odezwał się damski głos.
Poruszyłam delikatnie ręką.
- Doktorze Beef. Pacjentka się wybudziła. – oznajmił ten sam głos.
Jak to wybudziłam? Wybudziłam się z czego? Przecież to był tylko sen. My wcale nie lecieliśmy tym samolotem.
- mamo – zaczęłam krzyczeć , a po moim policzku spłynęła łza.
- spokojnie proszę pani, wszystko jest dobrze. Najważniejsze że się pani wybudziła. Jak się pani czuje? Coś panią boli? Ile ma pani lat? Ma pani jakąś rodzinę? – lekarz zasypał mnie lawiną pytań. Chciałam mu odpowiedzieć, bardzo chciałam, ale nie potrafiłam. Nie mogłam tego pojąć. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić.
W szpitalu spędziłam tydzień. Właśnie przed chwilą mnie wypisali. Lekarze nie stwierdzili żadnych obrażeń. Byłam zdrowa jak ryba. Tak jakby nic się nie stało, ale stało się. I  ja nie mogę już nic zrobić, bo nic nie przywróci życia moim rodzicom.
Dzień po tym jak się wybudziłam skontaktowała się ze mną policja. Udało im się znaleźć siostrę mojej matki. Cieszyłam się. Bardzo się cieszyłam.
Teraz siedzę w taksówce , jestem w drodze na lotnisko. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego że mój angielski jest .. podstawowy.  Niemiecki , hiszpański, włoski , francuski, opanowałam świetnie , ale nie angielski! Zaczęłam panikować. A co jeśli samolot znowu spadnie? A co jeśli coś się komuś stanie , a ja nie będę mogła mu pomóc przez mój nie-biegły angielski? O mój boże, jestem taką idiotką. Przecież mogłam się zaopatrzyć w chociaż jeden słownik.
- a więc Londyn? – zapytał miło taksówkarz. – tak, zawsze marzyłam żeby tam pojechać – odpowiedziałam równie miło.  W końcu po godzinie jazdy dotarliśmy na lotnisko. Warszawa jest cudowna . Mimo tyle niedoskonałości  Polska zawsze była i będzie piękna, nieważne co się stanie. To że teraz lecę samolotem do Londynu, to zasługa tylko i wyłącznie Polski.  Kiedy wychodziłam ze szpitala postanowiłam sobie że się nie załamię. Będę Polską. Polska była wiele razy napadana przez inne kraje, ale pozostała silna i walczyła o to żeby odzyskać niepodległość.  I ja też będę silna. Cokolwiek się stanie.