Budzę się na czyiś ramionach. Otwieram powoli oczy i ku mojemu wielkiemu zadowoleniu , odkrywam że ramiona należą do Nialla. Zamykam z powrotem oczy i wtulam się w chłopaka.

Budzę się ponownie, ale już w łóżku, starannie otulona kocem. Oh, kochany blondasek, tak się o mnie troszczy. Spoglądam na zegar i nie wierzę własnym oczom. 20:33. Przecież kiedy oglądałyśmy film była 23:00 nie możliwe żebym spała tak długo. Szybko podnoszę się z łóżka, odświeżam się  i lecę na dół.

- no spójrzcie kogo my tu mamy, śpiąca królewna. – odezwał się Harry.

- no , gdyby Niall mnie tak przeniósł, jak ją to też bym spał 20 godzin. – zaśmiał się Lou, na co Niall się speszył i natychmiast spuścił wzrok.

- haha, bardzo bardzo śmieszne. – walnęłam ich teatralnie w ramię , po czym podeszłam do Niallera i usiadłam mu na kolanach. – już dobrze, blondasku. Zrobię ci naleśniki, a potem pojedziemy do kina i do wesołego miasteczka i gdzie tylko będziesz chciał , a oni za karę posprzątają cały dom i jeszcze zrobią nam kolację. – powiedziałam słodko głaskając Horana po głowie.

- kolację? Nie ma mowy. – zaprotestował Louis. – właśnie , nie ma mowy żebyśmy cokolwiek dla was ugotowali. – zatwierdził Harry.

- posłuchaj Styles, albo gotujesz, albo pożegnasz się z twoimi pięknymi loczkami. – zagroziłam mu.

- wiesz co, może jednak zrobimy wam tą kolację, w sumie może być fajnie, to ja już pójdę, pa. – powiedział jednym tchem i wybiegł z kuchni, a ja uśmiechnęłam się słodziutko do Lou.

- to co? Jedziemy? – wstałam i wyciągnęłam dłoń ku Niallowi.

- z przyjemnością – uśmiechnął się i ujął moją dłoń po czym delikatnie ją pocałował.

Spędziliśmy razem cudowny czas, po kinie poszliśmy do Nando’s a potem do wesołego miasteczka. Wracaliśmy już do domu, ale po drodze musieliśmy wjechać po Amy.

- Dlaczego mamy po nią jechać? Coś jej się stało? – spytałam kiedy Niall skończył z nią rozmawiać.

- Nie, wszystko u niej okej, ale zadzwoniła z  prośbą o podjechanie po nią, bo ” strasznie się nachlała ” a nikt nie może jej odwieść do domu, więc  muszę jechać po nią do Manchesteru, ale wysadzę cię koło domu jeśli chcesz. – odpowiedział.

- nie, nie trzeba. Chętnie spędzę z tobą jeszcze trochę czasu. – uśmiechnęłam się. Mam go zostawić sam na sam z pijaną Amy? Co to , to nie.

- więc, jesteście przyjaciółmi? – zapytałam, kiedy byliśmy już pod klubem i czekaliśmy na Amy.

- tak jakby. – wyznał niepewnie. – tak jakby? Czyli że czujesz do niej coś więcej? – postarałam się aby mój głos zabrzmiał naturalnie.

- nie, chodzi o to że .. jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. To znaczy ..bardzo ją.. no .. lubię ją. – odpowiedział nie patrząc mi w oczy.

- czyli.. jesteś w niej.. zakochany? – poczułam jak w moim gardle rośnie wielka gula. Miałam ochotę się rozpłakać, a jedyne co mnie powstrzymało to to że Amy właśnie wsiadła do auta.

- Hej Niall – zaszczebiotała wesoło i zaczęła go całować w policzki, kiedy w końcu skończyła ruszyliśmy do domu. Przez całą drogę opowiadała nam jak było na imprezie, jak się świetnie bawiła, i jak bardzo żałowała że Niall jednak z nią nie pojechał. W końcu dotarliśmy do domu, a ja wysiadłam i nie oglądając się za siebie weszłam do domu i od razu pobiegłam do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i zaczęłam płakać. Siedziałam na podłodze pod drzwiami i płakałam. Co ja sobie wyobrażałam? Że Niall będzie mój? Pewnie że nie. Miałam swoją szansę, ale ją zmarnowałam. Trudno, mówi się trudno żyje się dalej. Musze się otrząsnąć. W końcu to nie koniec świata, przechodziłam przez to nie raz, i za każdym razem sobie poradziłam, teraz nie będzie inaczej.

Wstałam i powoli udałam się do łazienki. Napuściłam wody do wanny i zanurzyłam się cała w ciepłej, przyjemnej wodzie. To jest to co lubię. Kiedy już odreagowałam ubrałam się w moje najwygodniejsze rzeczy i położyłam na łóżku.

- mogę wejść? – zapytał Harry ściszonym głosem.

- tak, jasne – uśmiechnęłam się. Loczek odwzajemnił uśmiech i położył się obok mnie obejmując mnie ramieniem.

- wiesz, chciałem z tobą pogadać. – powiedział jeszcze ciszej niż przedtem.

- nie ma sprawy, ale zdajesz sobie sprawę że możesz mówić do mnie normalnie? – zaśmiałam się.

- tak, tylko nie chcę żeby ona nas usłyszała – przestraszył się. – kto? . – ZEYDANA – odparł bezgłośnie.

Dobra, przyznaje, że zaczynam się go bać. Dokładnie  przyglądam się jego oczom. Są takie jak zawsze. Zielone i spokojne.

- boże Hazz, piłeś coś? A może brałeś ? Dobrze się czujesz? Nic nie nie boli?  Czemu zachowujesz się jak popieprzony? – zaczęłam zadawać mu tysiące pytań.

- nie , nic nie piłem ,nic nie brałem, ale czuję się jakbym właśnie to zrobił. Dani, ja się chyba zakochałem.. – spojrzał mi w oczy.

- zakochałeś? Proszę cię nie mów że w Zey. Błagam. – powiedziałam błagalnym tonem.

- nie w Zey.. w.. w tobie. – odpowiedział cicho i spuścił wzrok.