Mimo tego że strasznie nie miałam ochoty na ponowne zrobienie z siebie idiotki , zeszłam na dół. Nie chcę żeby ciotka się o mnie martwiła. Muszę jej udowodnić że dam sobie radę. Poszukam dobrej pracy i nareszcie się usamodzielnię. Nie mogę pozwolić na to żeby ktoś z mojej „rodziny” wydawał na mnie pieniądze. Może kiedyś bym się z tym pogodziła ale nie teraz , nie po tym co mnie spotkało.  Mam 19 lat,może to mało , ale ja bardzo chcę się usamodzielnić, chcę pokazać rodzicom że dam radę.

- bardzo się cieszę że zeszłaś – uśmiechnęła się ciotka. – ja też ciociu. – daj spokój , przecież nie musisz mi mówić ciociu. Mów mi po prostu Karen – zaśmiała się. Usiadłam na miejscu obok Liama. Oprócz cioci , przy stole siedziało jeszcze sześciu mężczyzn w tym mąż Karen. Ciotka widząc moje zakłopotanie , przedstawiła mi szybko Harrego, Zayna, Nialla i Louisa , a obiad zjedliśmy w ciszy.  Przez cały czas próbowałam nie patrzeć się na chłopaka przed którym się rano zbłaźniłam, co było strasznie trudne. Ale w końcu udało mi się i mogłam udać się bezpiecznie na górę. Położyłam się zmęczona na łóżko i od razu zasnęłam.

 

- Louis , ciszej bo ją obudzisz! – wydarł się ktoś z brytyjskim akcentem ,a zanim zdążyłam podnieść głowę , mój pokój był już pusty.  Rozejrzałam się zdezorientowana. Wszystko było na swoim miejscu, więc co tu robił Louis? To nie jest w tej chwili ważne, ale zapytam później Liama, czy wie coś w tej sprawie. Odświeżyłam się i zeszłam na dół,cały czas się modląc żeby nie spotkać któregoś z chłopaków. Weszłam niepewnie do kuchni , trzykrotnie upewniając się czy nikogo w niej nie ma. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i ruszyłam z powrotem na górę. Ciekawe co ten blondyn sobie o mnie pomyślał? Może chciał .. nagle poczułam jak tracę równowagę i lecę na ziemię. Jednak i tym razem łapią mnie czyjeś silne ramiona. Odwracam głowę modląc się o to żebym zobaczyła Li, ale niestety , a może stety , znów napotykam błękitne oczy Nialla. Znowu trzymam go za rękę, znowu gapię się w jego oczy i ponownie pytam Boga, czemu właśnie ja?  - are you ok?* – spytał mnie, ale tym razem wiem co mam powiedzieć, spędziłam całe 30 minut na szybkim kursie języka angielskiego i wiem co powiedzieć, o tak! 1:0 dla Dani. –  yeah, i’m fine.Thank you so much, again.** – powiedziałam swoim niebiegłym angielskim. I zaczęłam zbierać ręką płatki które przed chwilą wylałam. – Can I help you?*** – zaproponował mi.  - no , no, really.**** – odpowiedziałam mu szybko ale on i tak zaczął zbierać płatki ze mną. Sięgałam właśnie po ostatniego płatka , gdy znowu napotkałam jego dłoń. Spojrzeliśmy sobie w oczy . – Sorry, but I must go.***** – powiedziałam szybko , wzięłam miskę i wróciłam do pokoju. Brawo Danielle, zawsze robisz sobie wiochę przed chłopakami którzy Ci się podobają. Jest dopiero 10 rano, jak mam wytrzymać tutaj do 22 sama? O Boże jestem dorosła ,a boję się wyjść sama z pokoju.  Siadam na łóżko załamana swoją sytuacją i pozwalam moim łzom spłynąć po policzku. Poddałam się. Od razu przypomniały mi się czasy kiedy przeżywałam swój pierwszy zawód miłosny i siedziałyśmy z mamą na łóżku objadając się ciastkami i oglądając  po raz 169 Titanica. – mamo, potrzebuję cię – powiedziałam cicho a łzy na moim policzku przyśpieszyły i zrobiło się ich więcej.  Zawsze łatwo się poddaję. Co z moją obietnicą? Przecież miałam być Polską.. nie miałam się poddawać a teraz? – Mogę wejść? -spytał mnie po polsku Liam. – jasne – odpowiedziałam ocierając łzy rękawem bluzy. Li spojrzał mi w oczy a potem po prostu mnie przytulił . Niby nic, ale to mi bardzo pomogło. Jego dotyk był taki uspokajający że zaczęłam zasypiać, kołysząc się w jego ramionach.

 

________________________________________________

* wszystko w porządku?

** tak, nic mi nie jest. Dziękuję bardzo, znowu.

*** mogę Ci pomóc?

**** nie , nie , naprawdę.

***** przepraszam ,ale muszę iść.